Koło kultury matematycznej

Zastanawialiście się kiedyś, jak zrobić idealne ozdoby świąteczne?
My tak. Powiemy więcej - uchylimy rąbka tajemnicy specjalnie dla Was!
Pokażemy, jak łatwo przygotować ozdoby świąteczne. Nie liczy się dla nas informacja, czy macie talent plastyczny. Jesteśmy pewni, że i bez niego poradzicie sobie znakomicie! ;) 
Raczej nie zaskoczymy Was słowami, że wszystko dzięki matematyce. Wszak tylko o tym piszemy. Jednak pytanie brzmi, co ma królowa nauk do świąt?! Odpowiedzi może być wiele. 
Podczas pieczenia ciast ważne są proporcje. Przy ubieraniu choinki też można by obliczyć idealne rozstawienie bombek. Takich przykładów możemy wymyślić wiele. 
Teraz jednak zajmiemy się czymś konkretnym - skalą. 
Dobra, wcześniej wszystko brzmiało logicznie, ale teraz? Jak można wykorzystać skalę? Rozplanować na mapie, w jakiej kolejności odwiedzać rodzinę, by jak najmniej kilometrów przejechać? Dobra, sensowne - ale jak to się ma do obiecanej notki o ozdobach?! 
Już spieszymy z wyjaśnieniem. 
Czy widzieliście kiedyś ozdoby choinkowe? Większe i mniejsze, choć wyglądające tak samo? Albo na kartkach świątecznych naklejone wzory różnej wielkości?


No właśnie - bez skali to by tak nie wyglądało. Co jednak dalej z tą informacją zrobić? Każdy chyba wie, jak narysować odcinek w skali, czworokąt, trójkąt.... ale przecież nie zrobimy kartki świątecznej ozdobionej samymi trójkątami, prawda? Nie powiesimy też na choince samych kwadratów. Jak wykorzystać tę wiedzę, by narysować coś bardziej świątecznego? Obejrzyjcie poniższy filmik, a się dowiecie :)


Czy macie jakieś jeszcze pomysły na ozdoby świąteczne w skali?
Czekamy na Wasze komentarze! :)
Wesołych świąt! :)

Skomentuj …

Dziś przychodzimy do Was z kolejną recenzją! Przepraszamy jednocześnie, że przez ostatnie dwa piątki nie doczekaliście się notki, ale ze względu na praktyki nauczycielskie oraz zbliżające się święta, nie mieliśmy wolnej chwili :( Obiecujemy jednak, że jeszcze przed Wigilią napiszemy notkę specjalną! Znajdziecie w niej porady, jak zrobić ładne ozdoby świąteczne (używając podstawowych pojęć matematycznych)! :)
Teraz już zapraszamy do zapoznania się z recenzją:

Zainteresowałam się książką Danuty Zaremby „Podstawy nauczania matematyki, czyli jak przybliżyć matematykę uczniom.”Książka jest przeznaczona głównie dla nauczycieli matematyki i jakże dla studentów ze specjalizacji nauczycielskiej. Mnie jak na razie zainteresowała tylko część pierwsza o nauczaniu matematyki w szkole podstawowej. Dzięki tej książce zrozumiałam niektóre pojęcia na nowo tak jak powinna rozumieć to osoba, które chcę nauczać matematyki np. „dodawanie jest działaniem dwuargumentowym: dwóm liczbom przyporządkowuje się ich sumę”. Autorka opisuje na początku jaka jest rola nauczyciela, główne cele nauczania matematyki jak również przygotowanie nauczyciela do lekcji i samo jej prowadzenie. Czytając kolejne rozdziały, moje notatki osobiste stawały się coraz bardziej obszerne. Przygotowuje ona przyszłego nauczyciela na problemy, jakie mogą wystąpić podczas nauczania matematyki i jak sobie z nimi radzić. W bardzo interesujący sposób opisała autorka zapoznanie się z pojęciem ułamka zwykłego na podziale koła. Dowiedziałam się również, że techniki, które są obecne w szkołach, nie są do końca dobre. Pozwólmy uczniom, aby rozwiązywali zadania na własny sposób. Powinniśmy im pomagać, a nie sugerować rozwiązywanie zawsze według danego schematu. W szkole podstawowej trzeba szukać przykładów w życiu codziennym. Uczniowie najbardziej rozumieją, gdy są odwołania do rzeczy, których w jakiś sposób można doświadczyć. Według mnie, przynajmniej jedna taka lektura powinna być obowiązkowa podczas studiów przyszłych nauczycieli. Powinni oni jak najczęściej korzystać z takich książek, dzięki temu mogą już od samego początku prowadzić swoje zajęcia dobrze i w ciekawy sposób dla ucznia. Nie wolno zapomnieć o zadaniach tekstowych, ponieważ podnoszą one poziom intelektualny ucznia oraz rozwijają myślenie abstrakcyjne.
Książkę była bardzo ciekawa i została napisana w sposób interesujący. Oceniam ją bardzo pozytywnie.
Patrycja N.

Jak Wam się podobała recenzja? Piszcie w komentarzach! :)
Do zobaczenia niebawem :) 
Skomentuj …

Dziś mamy dla Was przygotowaną recenzję książki ;) Zapraszamy do zapoznania się, naprawdę warto!

"Twierdzenie papugi" autorstwa Denisa Guedia jest przygodowo-naukową książką mającą na celu popularyzację matematyki i jej historii. Wydana po raz pierwszy we wrześniu 1998r. w Paryżu, mająca 536 stron, podzielonych na 26 rozdziałów (o intrygujących tytułach) stała się bestsellerem we Francji oraz wielu innych krajach, doczekując się przekładu na 15 języków.
Głównym bohaterem powieści jest poruszający się na wózku, właściciel księgarni "Tysiąc i Jedna" - Pierre Rache (πR), mieszkający z gospodynią Perette Liard oraz jej dziećmi i bliźniętami Jonatanem i Lea oraz niesłyszącym Maksem. W ich całkiem normalnych, codziennym życiu zachodzą zmiany, kiedy w dość nietypowych okolicznościach Maks wchodzi w posiadanie papugi, która jak się dowiadujemy na końcu, skrywa tajemnicę wielkiego dowodu. W tym samym czasie πR otrzymuje list, a chwilę później niesamowitą przesyłkę od swojego dawnego przyjaciela Elgara - bogatą bibliotekę, złożoną z książek poświęconych matematyce.
Wyjawienie życiowej tajemnicy gospodyni, wejście w posiadanie tylu dzieł matematycznych oraz list od Elgara, skłaniają antykwariusza (który nigdy nie darzył matematyki sympatią) do zagłębienia się i prześledzenia historii królowej nauk. Starzec w swoje badania wciąga wszystkich mieszkańców, podczas organizowanych przez niego "seansów". Chęć uzyskania odpowiedzi na niejasne listy przyjaciela przez bohaterów, pozwala czytelnikowi dowiedzieć się o najważniejszych wydarzeniach w rozwoju matematyki oraz ich twórców. Począwszy od starożytnych matematyków greckich: Talesa, Pitagorasa, Euklidesa oraz szkola pitagorejskiej, Akademii Platońskiej, "Elementach" Euklidesa, przez średniowieczną matematykę wschodu, po bliższymi współczesności uczonymi jak Euler, Galois, Hilbert. Opis zdarzeń jest bardzo sugestywny, poznajemy wiele szczegółów z ich życia matematyków, a przy okazji dowiadujemy się o ich wynikach matematycznych. Odkrywamy ciekawe zagadnienia np. liczby zaprzyjaźnione.
Książka zasługuję na uwagę, nie tylko ze względu na informacje matematyczne w niej zawarte, ale również na sposób ich przedstawienia, pomysłowość zaciekawienia matematyką. Wraz z autorem wyruszamy na przygodę nie tylko historyczną, szlakami matematyki, lecz również aktualnych wydarzeń bohaterów. Fabuła z pewnością zaciekawi nie tylko sympatyków królowej nauk. Powieść zdecydowanie jest godna polecenia każdemu. 
Weronika R.

Do zobaczenia za tydzień :)
Skomentuj …

Trzech gości w hotelu zadzwoniło po obsługę hotelową i zamówiło dwie duże pizze. Dostawca wkrótce je dostarczył razem z rachunkiem na $30,00. Każdy z gości dał mu banknot $10,00 i chłopak wyszedł. Na razie wszystko jasne. Kiedy dostawca daje kasjerowi te $30,00 ten mówi mu, że zaszła pomyłka. Rachunek powinien być tylko na $25,00, a nie na $30,00. Kasjer daje chłopakowi pięć banknotów $1,00 i mówi mu żeby zaniósł je z powrotem trzem gościom, którzy zamówili pizze. Na razie wszystko OK. W drodze do ich pokoju chłopak wpada na pewną myśl. Przecież oni nie dali mu napiwku, więc kalkulując iż i tak nie da się podzielić tych $5,00 na trzy równe części, on zatrzyma sobie $2,00 jako napiwek, a im zwróci $3,00 . Jak dotąd wszystko w porządku. Chłopak puka w drzwi i jeden z gości otwiera. Chłopak wytłumaczył jaka zaszła pomyłka i daje mu $3,00 po czym odchodzi ze swoimi $2,00 napiwku w kieszeni.


Teraz zaczyna się zabawa!

Wiemy, że $30-$25=$5 Co nie?
$5-$3=$2 Prawda? No to w czym jest problem? Wszystko się zgadza?

Niezupełnie. Odpowiedzcie na to:
Każdy z trójki gości dał początkowo $10,00.
Każdy dostał z powrotem $1,00 reszty. To oznacza, że każdy zapłacił $9,00 co pomnożone przez 3 daje $27,00.
Dostawca (czyli "chłopak") zatrzymał sobie $2,00 napiwku. $27,00 plus $2,00 równa się $29,00.

Gdzie do jasnej jest jeszcze jeden dolar?

~~~~~~

No właśnie. Zadanie to obiegło już chyba cały internet. Od dawna ludzie na różnych portalach próbowali rozwiązać zagadkę i komentowali ją na milion sposobów. Często były to głosy stwierdzające głupotę twórcy zadania. Czy jednak takie osoby miały rację?

Aby odpowiedzieć Wam na to pytanie, zacytujemy kilka zdań z wikipedii.

Sofizmat (z gr. "sophisma" – wybieg, wykręt) czyli sztuka "wykręcania kota ogonem", jest to nazwa funkcjonująca w co najmniej trzech znaczeniach:
zwodniczy "dowód" matematyczny, pozornie poprawny, lecz faktycznie błędny, zawierający rozmyślnie wprowadzony błąd logiczny, trudny do wykrycia na pierwszy rzut oka;
wypowiedź lub sformułowanie, w którym świadomie został ukryty błąd rozumowania nadający pozory prawdy fałszywym twierdzeniom;
wszelka próba dowiedzenia swoich racji, bez względu na poprawność logiczną przedstawionej argumentacji.


Sposobem walki z sofizmatami jest unikanie niedomówień i wieloznaczności, przez stosowanie definicji wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Definicje ułatwiają ustalenie znaczeń spornych terminów, występujących w dyskusji. Uogólniając, wszelkie narzędzia, jakie proponuje logika, po których zastosowaniu wypowiedź staje się jasna, również pomagają w unikaniu sofizmatów.

Sofizmat odróżnić należy od paralogizmu, błędnego rozumowania czy wnioskowania obarczonego nieświadomym błędem logicznym.


Wracając do naszej zagadki - chyba nie ulega wątpliwości, że mamy tu do czynienia ze sofizmatem. Autor zabawił się z nami, pokazał wszystko krok po kroku w taki sposób, byśmy mu uwierzyli bez myślenia. Przecież jakbyśmy sami mieli obliczyć, ile zapłacili panowie za pizzę, to byśmy zrobili tak:
Każdy zapłacił $9, więc 3*$9=$27
Pizza kosztowała $25.
Dostawca zabrał $2 napiwku, czyli $27-$2=$25.
Czyli co? Wszystko się zgadza? Na to wygląda ;)

To dlatego autor sam próbuje przekonać nas do swoich racji, a nie daje nam wcześniej gotowego pytania. Nie chce, byśmy sami pomyśleli i znali odpowiedź. On chce się zabawić z naszym umysłem i celowo wprowadzić nas w błąd.

~~~~~~~~******~~~~~~~~~******~~~~~~~~******~~~~~~~~~

Kolejnym ciekawym przykładem może być jeden z podanych na wikipedii:

1 zł = 100 gr = 10 gr × 10 gr = 0,1 zł × 0,1 zł = 0,01 zł = 1 gr
Wniosek: 1 zł = 1 gr

Znów jesteśmy przeprowadzeni przez cały tok rozumowania, by uśpić naszą czujność ;)

W rzeczywistości 1 zł ≠ 10 gr × 10 gr, ponieważ: 
10 gr × 10 gr = 100 gr² = 0,01 zł². 
Prawdziwa równość wygląda zatem następująco:
1 zł = 100 gr = 10 × 10 gr = 10 × 0,1 zł = 1 zł (100 gr, a nie 1 gr)

~~~~~~~~******~~~~~~~~~******~~~~~~~~******~~~~~~~~~

Chcecie więcej? Na pewno chcecie! :)

Następna zagadka dotyczyć będzie trójkątów. Spójrzcie na rysunek.
W tym trójkącie mamy zaznaczone (jak widać) różnymi kolorami figury. Przestawiamy je tak, by otrzymać taki sam trójkąt (jak poniżej).
No ale chwila! Użyliśmy dokładnie tych samych figur, a tym razem brakuje nam jednego kwadracika! Jak to możliwe?! Magia! Jak chcecie, to możecie policzyć po kratkach, czy wszystkie figury na obu obrazkach są takie same. Możecie nawet je wydrukować, wyciąć i przyłożyć do siebie. Nic Wam to nie da, są one takie same. 

W czym więc tkwi sekret?
Jak widzimy, zamieniły nam się miejscem dwa trójkąty (zielony i pomarańczowy(?)). No ale czy ktoś powiedział, że mają one takie same kąty wewnętrzne? Nie. No właśnie! Przyjrzyjcie się ramieniu AC. Kratki tu mogą pomóc - dzięki nim widać, że nie jest ono idealnie pod tym samym kątem. I te ledwo zauważalne różnice dają tak ogromny efekt, jakim jest brak kwadracika.   


~~~~~~~~******~~~~~~~~~******~~~~~~~~******~~~~~~~~~


Przejdźmy teraz do przykładu trudniejszego (potrzebna jest tu wiedza z teorii pierścieni)

Rozważmy pierścień Z6 z przemiennymi działaniami dodawania i mnożenia modulo 6. Ponieważ
10 mod 6 = 4, to mamy, modulo 6 następujące równości:
2 * 5 =10 = 4 = 4 * 1 (mod 6)
Zatem mamy przystawanie 2 * 5 = 4 * 1 (mod 6). 
Dzieląc obie strony równania przez 2, uzyskujemy:
5 = 2 (mod 6)
Zatem 5 = 2 w Z6.

Wyjaśnienie: 
Nie można dzielić stronami przez 2 w Z6! W pierścieniach można skracać jedynie przez tak zwane
elementy regularne, to znaczy przez elementy niebędące dzielnikami zera. Przypomnijmy, iż dzielnikiem zera pierścienia R nazywamy każdy element pierścienia x należącego do R, dla którego istnieje taki niezerowy element y należący do R, że x*y = 0, gdzie 0 jest elementem neutralnym dodawania. Prawo skracania (lewostronnego lub prawostronnego, jeżeli mamy do czynienia z pierścieniem nieprzemiennym - to znaczy takim, w którym mnożeniem nie jest przemienne), co było widać na powyższym przykładzie, nie może dotyczyć dzielników zera. 

Przykład został wzięty z pracy Mateusza Szymańskiego, która nosi tytuł "Niektóre sofizmaty matematyczne". Zachęcamy do zapoznania się z całością.


~~~~~~~~******~~~~~~~~~******~~~~~~~~******~~~~~~~~~


Jeżeli zaciekawił Was ten temat i chcecie spróbować swoich sił w sofizmatach, to polecamy wejść 
->tutaj<- lub ->tutaj<-

Na zakończenie ostatnia zagadka:

Antynomia satrapy
Pewien władca postanowił, że przy wjeździe do jego państwa straż graniczna będzie pytała każdego gościa o cel wizyty, następnie przydzielona mu będzie ochrona służb specjalnych, czuwających by nic mu się nie stało i wyjechał zadowolony po zrealizowaniu celu. Jeśli jednak okaże się, że przyjezdny swojego celu nie zrealizował, powinien zostać zgładzony. Aby uniknąć nadużyć, wprowadzono surowe kary dla agentów, którzy zabiją kogoś, kto swój cel wizyty zrealizował. Co powinni zrobić agenci z przybyszem, który oświadcza, że przyjechał do ich kraju po to, aby go uśmiercili?


~~~~~~~~******~~~~~~~~~******~~~~~~~~******~~~~~~~~~


Jaka jest Wasza odpowiedź? Piszcie w komentarzach ;)
Do zobaczenia za tydzień! :)
Skomentuj …

 Wakacje to czas, gdy możemy odetchnąć i zrelaksować się przy dobrej książce. Warto jednak wybrać pozycję godną zajęcia wolnych chwil. Jak ją rozpoznać? Taka lektura charakteryzuje się tym, że z chęcią przywołuje się ją do swej pamięci w jesienne wieczory. Można nad nią rozmyślać na długo po przeczytaniu i chętnie się o niej rozmawia.



"Szczęśliwy X. Matematyka na co dzień" napisana przez Stevena Strogatz'a jest właśnie jedną z takich książek. Wybierając ją jako towarzysza wakacyjnej podróży nie byłam pewna swojej decyzji. Obawiałam się, czy nie będzie zbyt ciężkim językiem pisana, jak na letnią porę. Wątpliwości zostały rozwiane, gdy już po nią sięgnęłam. Żałowałam wówczas tylko jednego - że nie wzięłam niczego do oznaczania ciekawszych fragmentów, a było ich naprawdę sporo. W tej recenzji postaram się zachęcić do przeczytania lektury, opisując wybrane jej rozdziały.
Pozycja, o której mowa, została wydana w 2012 roku, a dwa lata później ukazało się jej tłumaczenie na język polski. Jest ona podzielona na sześć rozdziałów. Każdy z nich złożony jest z kilku podrozdziałów o interesujących tytułach.
Jeden z nich nosi nazwę "coś z niczego". Czytelnik zostaje przywitany dość intrygującym tekstem o następującej treści:

"Dowody mogą powodować zawroty głowy lub nadmierną senność. Skutki uboczne długotrwałego wystawienia na działanie dowodów mogą mieć postać nocnego pocenia, ataków paniki oraz w rzadkich przypadkach euforii. Zapytaj lekarza, czy dowody nie zagrażają twojemu zdrowiu."

Autor pokazuje, jak krok po kroku przeprowadzić dowód z geometrii. Nie jest to jednak sucha teoria, którą trzeba zapamiętać. Przedstawione są różne procesy w trakcie tworzenia. Pokazane jest błędne rozumowanie, próby i starania. Dzięki temu czytelnik czuje się jakby sam dochodził do rozwiązania. Do tego rozdziału została wybrana konstrukcja trójkąta równobocznego oraz dowód twierdzenia, które mówi, że suma kątów w trójkącie jest równa 180 stopni. Przez sposób przeprowadzenia czytelnika metodą prób i błędów do odpowiedniego rozwiązania, można zauważyć, że bez wyobraźni ciężko by było tego dokonać. Najlepiej opisuje to autor w słowach:

"Podobnie jak komponowanie czy pisanie wierszy, geometria wymaga tworzenia czegoś z niczego. Jak poeta znajduje właściwe słowa, a kompozytor chwytliwą melodię? To tajemnica muz, nie mniej tajemnicza w matematyce niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie twórczości"

W trosce o zakochanych, autor umieścił rozdział zatytułowany "kocha, nie kocha". Odpowiada w nim na pytanie, dlaczego w związkach przeżywamy chwile wzlotów i upadków. Po raz kolejny zostajemy zachęceni do dalszej lektury chwytliwymi słowami. Brzmią one następująco:

"Wiele dusz dotkniętych miłością szuka wyjaśnienia tych meandrów w alkoholu, inne sięgają w tym celu do poezji. My odwołamy się do rachunku różniczkowego i całkowego."

Czyż można przejść obok takiego tekstu obojętnie? Bez zdziwienia i bycia zaintrygowanym? Mnie się to nie udało. Lektura się opłaciła i teraz wiem co zrobić, by dowiedzieć się, jak będzie wyglądała miłość w dowolnym momencie w przyszłości.

Ostatni już rozdział, o którym mam zamiar opowiedzieć, nosi nazwę "Szanse". 
Słowa "Klaps jest pierwszym krokiem do zabójstwa" można było usłyszeć w pewnym procesie z ust prokuratora. Miał on miejsce w latach 1994-1995 i dotyczył sprawy O. J. Simpsona. Ten człowiek został oskarżony o zabójstwo swej byłej żony. Dowody? Oskarżyciele uznali, że skoro miał na koncie historię przemocy wobec niej, to jest to wystarczający argument, by widzieć w nim głównego podejrzanego. Wówczas właśnie przytoczone słowa padły na sali rozpraw.
Obrona jednak zaczęła przekonywać, że to nie ma sensu. Rachunek prawdopodobieństwa okazał się być tu pomocny. Obliczone zostało, że bardzo mały procent mężczyzn bijących swe partnerki, posuwa się do zabójstwa.
Statystyk I. J. Good zauważył jednak, że złe prawdopodobieństwo zostało wzięte pod uwagę, gdyż w tym przypadku trzeba by się spytać, jakie ono jest, gdy kobieta została zamordowana, a mężczyzna (były mąż) bił ją za życia. Biorąc pod lupę coś takiego, dostajemy zupełnie inną odpowiedź. Podstawiwszy dane wychodzi, że taki mężczyzna okazuje się być mordercą w 93 procentach przypadków! 

Oczywiście, w tej sprawie należy wziąć pod uwagę też inne zmienne, takie jak np. DNA mordercy. O. J. Simpson miał je takie samo jak zabójca. Na dodatek nosił identyczne buty i rękawiczki, co utwierdzało w przekonaniu, że jest winny.
[więcej o tym rozdziale znajdziecie -> tutaj <-]


Reasumując, książka "Szczęśliwy X. Matematyka na co dzień", dzięki zaskakującym tekstom oraz ciekawym przykładom, jest genialną pozycją dla każdego. Nie trzeba być matematykiem, by czerpać radość z jej czytania. Bogactwo wiedzy w połączeniu z praktycznym zastosowaniem jest dużym atutem tego dzieła. Polecam ją każdemu, kto ma ochotę zatopić się we wciągającej lekturze.  
Dagmara T.

Czytaliście może tę pozycję? Chętnie dowiemy się, co o niej sądzicie :)
Jeżeli nie, to czy po przeczytaniu powyższej recenzji nabraliście ochoty na zapoznanie się z tą książką? Piszcie w komentarzach :)
Do zobaczenia za tydzień ;)
Skomentuj …

Pamiętacie recenzję książki o przygodach Zerka? Jeżeli nie, to możecie sobie ją przypomnieć wchodząc -> tutaj <-.    
Dlaczego o to pytamy? Powód jest prosty. Mamy dla was recenzję drugiej części! Jeżeli nie czytaliście poprzedniej, to również zachęcamy Was do nadrobienia tego klikając w powyższy link ;)

Teraz już bez zbędnego gadania zapraszamy do zapoznania się z recenzją.

 Autorem książki pt. ,,Czarna maska z Al-Dżabaru" jest Władimir Lowszyn i Emilia Aleksandrowa, a Grażyna Pieśniewska jest osobą, która przełożyła i opracowała ją na język polski. Książka została wydana w Warszawie, w 1992 roku przez wydawnictwo ,,ALFA". Jest to druga część przygód Zerka, którego mogliśmy poznać w książce pt. ,,Zerko, czyli trzy dni w Karlikanii '', a trzecią i ostatnią książką Władimira Lowszyna jest ,,Zerko Żeglarz". Jeśli ktoś się już zaznajomił z pierwszą częścią książki, to pewnie wiesz, że przekazuje ona czytelnikom w atrakcyjny i ciekawy sposób podstawowe (i nie tylko) zagadnienia matematyczne, a także zawiera dowcipne ilustracje w postaci komiksów, których autorem jest Szarlota Pawel. Książka składająca się z 204 stron została podzielona na dwie części: prologu oraz listów, które Ada, Leszek i Kuba piszą do Zerka oraz Zerko pisze do Owute, czyli ,,Odkrywców Wielkiej Tajemnicy” jakimi są dzieci. Bohaterami książki są Ada, Kuba, Leszek, Zerko, postać w Czarnej Masce, czyli X, urojona jedyneczka, piesek Pączek i litery takie jak De, Te, Ef, Mag-Wag i wiele innych.
Dzieci ponownie trafiają do Karlikanii, aby pomóc Zerkowi rozwiązać zagadkę tajemniczej Czarnej Maski. Aby to zrobić muszą rozszyfrować list, który znajduje się w strączku groszku. Dlatego trafiają do Al-Dżabaru, krainy algebry. Zerko, który w tym czasie został w Karlikanii porozumiewa się z naszymi bohaterami przez listy, które dostarcza im piesek Pączek, a dzieci w tym czasie w Al-Dżabarze poznają średnią arytmetyczną i geometryczną, alfabet grecki, liczby całkowite, wymierne i niewymierne m.in. liczbę Pi. Poznają także zasady dodawania, odejmowania, mnożenia i dzielenia liczb ujemnych np. ,,przy mnożeniu dwóch liczb o tych samych znakach wynik zawsze będzie dodatni, a gdy liczby te mają różne znaki, wynik będzie ujemny”. Dowiedzą się, że dowolna liczba podniesiona do potęgi zerowej zawsze równa się jeden i, że ,, kiedy liczbę ujemną podnosimy do potęgi parzystej, wynik pozostaje zawsze dodatni, a gdy potęga jest nieparzysta wynik będzie ujemny”. W Al-Dżabarze przede wszystkim zapoznamy się z takimi pojęciami jak jednomiany, dwumiany, trójmiany, wielomiany oraz działania z nimi pozwiązane. Dowiemy się co to jest współczynnik liczbowy, wykładnik potęgi, redukcja wyrazów podobnych i co się dzieję przy mnożeniu i dzieleniu potęg o tej samej podstawie, czyli kiedy te potęgi się dodaje, a kiedy odejmuje. Gdy dzieci trafią do kawiarni ,,Abrakadabra” , gdzie wszystko ma kształt trójkątów poznają Trójkąt Pascala i dzięki niemu rozszyfrują zagadkę strączka, którym okazuje się treść zadania. Aby te zadanie rozwiązać Ada, Leszek i Kuba muszą najpierw zapoznać się prostymi zadaniami związanymi z niewidomą X oraz poznać wszystkie zasady obowiązujące w obliczaniu równości. Dopiero po tym są w stanie rozwiązać zadanie ze strączka. I jak na pewno się domyślacie, na końcu książki im się to udaje.
Kończąc, książka jest ciekawa i łatwo powinna trafić do odbiorcy ze względu na prosty język, rysunki i komiksy. Moim zdaniem książka jest adresowana bardziej do starszych uczniów, licealistów, a nawet studentów ze względu na to, że mamy tutaj silnię i urojoną jedyneczkę i, gdzie potęga tej liczby wynosi tylko i, -1, -i lub 1. Tak więc z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę osobom studiującym matematykę oraz nauczycielom matematyki. I na koniec bardzo zachęcam do przeczytania książki ze względu na to, aby zapoznać się z zadaniem jakie musieli rozwiązać nasi bohaterowi, gdzie naszą Czarną maską był X=9.

Karolina B.


Jeżeli czytaliście już tę książkę, to podzielcie się z nami Waszą opinią w komentarzach :)
Jeżeli nie, to chętnie się dowiemy, czy powyższa recenzja zachęciła Was do sięgnięcia po opisywaną pozycję :)
Skomentuj …

Kasyno to czysta matematyka




Od czego się zaczęło?


W 1645 r. wybitny matematyk Blaise Pascal wymyślił ruletkę na bazie swoich matematycznych zainteresowań rachunkiem prawdopodobieństwa. Nie było w niej wówczas zera, które zostało dodane później, aby zwiększyć zyski kasyn.



Najstarsze kasyna



Casinò di Venezia

W 1638 roku powstało to weneckie kasyno. Położone jest nad Canal Grande. Uważane jest za najstarsze kasyno na świecie




Dziś:





Casino de Monte Carlo

Działalność rozpoczęło od 1856 roku. Budowę kasyna zlecił Książę Karol III, a dochody z hazardu miały zasilić podupadający budżet księstwa.




Dziś:







Casino Baden-Baden

Kasyno to zostało stworzone w Niemczech. Oryginalna struktura Kurhaus Casino Baden-Baden pochodzi z 1766 roku, kiedy była tam siedziba miejscowego markiza.
Fiodor Dostojewski inspirował się nim, pisząc powieść „Gracz”. Powieść powstała zaledwie w ciągu miesiąca, gdyż autor pilnie potrzebował pieniędzy, by spłacić karciane długi ;)



Dziś:







Casino Wiesbaden

Kasyno Wiesbaden również znajduje się w Niemczech. Jego historia sięga 1810 roku.



Dziś:






Crockfords Club
Wielka Brytania, Londyn. To tam mieści się kasyno istniejące od 1826 roku.



Dziś:







Golden Gate Casino

Jest to pierwsze kasyno w Las Vegas. Rozpoczęło swoją działalność w 1906 roku.


Dziś:



Wyproszenia z kasyna


Ben Affleck dostał dożywotni zakaz wstępu do kasyna Hard Rock w Las Vegas. Wszystko przez to, że - jak twierdzi ochrona - aktor został złapany na stosowaniu techniki liczenia kart, która - choć z prawnego punktu widzenia nie jest zabroniona - najczęściej prowadzi do wyproszenia gracza z lokalu.

Co to za technika?


Liczenie kart (card counting) w blackjacka to najprościej mówiąc wnikliwa analiza kart, które zeszły i które są jeszcze w talii, na tej podstawie ocena prawdopodobieństwa wygranej oraz dokonywanie zakładów. Choć teoretycznie liczenie kart nie jest nielegalne, to dobry card-counter w blackjacka zyskuje statystyczną przewagę nad kasynem i jeśli zapadnie decyzja, że wygrywa zbyt dużo pieniędzy, to będzie odeskortowany za drzwi. Ale by to się zdarzyło, card-counters musza być rzeczywiście dobrzy w swym fachu. Bo jedną pomyłką może stracić całą wygraną. Zdarza się, że gracze liczący karty mogą nadal grać, jeśli nie są tak dobrzy, by wygrywać. Ale nawet dobremu card-counterowi kasyno może pozwolić dalej grać, jeśli towarzyszy "dużej rybie", tracącej duże pieniądze. Jeśli liczący karty wygrywa 20 000 USD, a jego towarzysz traci miliony, card-counter jest traktowany jako koszt uzyskania przychodu.

Ogólna zasada


Zasada działania kasyna opiera się na rachunku prawdopodobieństwa. Ale jeśli gracz użyje rachunku prawdopodobieństwa tak, by działał na jego korzyść, może zostać wyproszony z kasyna. Co dzieje się jednak, gdy według wszelkiego rachunku gracz jest na straconej pozycji, a mimo to wygra masę pieniędzy? Kasyno zrobi wszystko, żeby wrócił.

Kasyno musi liczyć się z prawnym i finansowym ryzykiem, kiedy pozwala grać niewłaściwym ludziom. Osoby z uzależnieniem od hazardu mogą same zażądać umieszczenia na czarnej liście i - gdy potem pozwoli im się grać - będą chciały pozwać kasyno do sądu. Dodatkowa lista prowadzona przez Nevada Gaming Commission zawiera kilkudziesięciu przestępców, którzy oszukali kasyna i mają do nich zakaz wstępu. "Jeśli kasyno zostanie przyłapane na dopuszczeniu ich do gry, może liczyć się z utratą licencji lub pokaźną grzywną, bez względu jak bardzo starali się namierzyć tych ludzi."

Więcej informacji można przeczytać -> tutaj <-

Dlaczego kasyna boją się matematyków?


Znaleźliśmy ostatnio ciekawy tekst, którym pragniemy się z Wami podzielić. Jego lektura naświetli Wam problem. Kliknijcie -> tutaj<-, aby go przeczytać :)

Byliście kiedyś w kasynie? Co o nich uważacie? Czekamy na Wasze komentarze :)

Skomentuj …

Jest piątkowy wieczór. Za oknem temperatura nie zachęca do wychodzenia. Chwila przerwy, czas odpoczynku. Co robić? Jedną z opcji jest obejrzenie dobrego filmu. Tylko jakiego? Jako, że dziś halloween, to może coś o obłąkaniu? W tym klimacie polecamy film "Pi". Aby jednak każdy mógł znaleźć coś dla siebie, to zachęcimy również do "Pięknego umysłu" oraz "Dowodu".
O czym są powyższe dzieła? Zapraszamy do przeczytania poniższej recenzji, z której wszystkiego się dowiecie.

Poszukując filmów o matematyce, natknęłam się na kilka ciekawych tytułów. Niełatwo by było wybrać jeden z nich zasługujący na uwagę, stąd też postaram się w tej recenzji przybliżyć tematykę każdego z nich.
Pierwszym wciągającym dziełem okazał się być film o tytule „Pi”. Pochodzi on z 1998 roku.
Czarno-biały obraz nadaje mu klimat tajemniczości i chaosu. Oglądając tą pozycję możemy prześledzić losy matematyka, który pragnie rozszyfrować naturę liczby pi. Okazuje się jednak, że ta tajemnica jest dość niebezpieczna. Komputer matematyka ulega zwarciu podczas próby rozwiązania dręczącego go problemu.
Z mózgiem bohatera dzieje się podobnie. Podczas badań zauważył, iż wielu ludzi się nim interesuje i śledzi jego poczynania. Każdy potrzebuje tej informacji do innych celów i stara się za wszelką cenę wpłynąć na bohatera, by ten współpracował. Niestety matematyk ma coraz większe problemy ze zdrowiem, musi brać coraz więcej leków, by napady choroby ustąpiły.
Badania nad tajemnicą liczby pi doprowadzają go do szaleństwa, czego skutki widać pod koniec filmu. To, czy poczynania bohatera doprowadziły go do uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytanie, pozostaje już do subiektywnej oceny widza – ostatnie sceny mogą zostać dwojako odebrane.

Kolejnym filmem, jaki przyszło mi oglądać, był „Piękny umysł” z 2001 roku. Opowiada on o matematyku ze schizofrenią. Po odkryciu przez niego pewnego ważnego wzoru jego choroba się pogłębia, na skutek czego zaczyna myśleć, iż pracuje nad tajną sprawą dla wojska.
Rozszyfrowywanie wiadomości z gazet staje się jego codziennością, aż któregoś dnia zostaje zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Bohater przez dłuższy czas twierdzi, iż lekarz jest Rosjaninem, który chce go zniewolić, gdyż za dużo wie. Jedyną osobą, której ufał, była jego żona i to ona pomogła mu w walce z chorobą oraz uświadomiła go o jego problemie. To dzięki niej dostrzegł, co jest rzeczywiste, a co tylko wytworem jego wyobraźni. Na zakończenie filmu, matematyk dostaje nagrodę za ten wzór, który kiedyś wymyślił, a podczas swojego wystąpienia wypowiada ponadczasowe słowa: „Tylko w tajemniczych równaniach miłości można odnaleźć prawdziwy sens”. 

Na zakończenie pozostawiłam film „Dowód” z 2005 roku. Młoda dziewczyna rzuca studia by zająć się swym chorym ojcem – matematykiem. Razem spędzają dużo czasu, wymyślają dowody twierdzeń, jednak stan jej ojca jest już na tyle poważny, że jemu się tylko wydaje, że odkrył ładny dowód, a w rzeczywistości okazują się to być jakieś dziwne opisy. Córka nie chcąc mu robić przykrości chowa własny dowód do szuflady i dopiero po jego śmierci postanawia pokazać światu swoje znalezisko. 
Spotyka się jednak z niedowierzaniem ze strony bliskich, którzy są przekonani, iż jest to dzieło ojca. Kobieta poddała się nie mając siły ich przekonywać do prawdy. Na zakończenie filmu wszystko się jednak zmienia, bohaterka przemyślawszy sytuację postanawia udoskonalić swój dowód i pokazać, że to ona jest autorką.
Reasumując, w każdym filmie matematyk  jest przedstawiony jako osoba z chorobą psychiczną. Zawsze właśnie przez to powstają najlepsze prace matematyczne. Bohaterowie tych filmów są samotnikami, mają problemy z nawiązywaniem kontaktów i nierzadko odcinają się od rzeczywistości. Każdy z tych tytułów ma coś w sobie i ciężko by było wybrać najlepszy. Naprawdę warto obejrzeć każdy z nich - zapewniam, iż nie będzie to zmarnowany czas.
Dagmara T.

Co o nich myślicie? Zachęciliśmy Was do obejrzenia? :) 
Jeżeli znacie jeszcze inne filmy o matematyce, to piszcie w komentarzach ;)
Do zobaczenia za tydzień :)
Skomentuj …

Dziś weźmiemy pod lupę nową aplikację o nazwie PhotoMath. Czy dzięki niej już niedługo uczniowie będą mogli zapomnieć o nieprzespanych nocach z zadaniami z matmy?

Producenci zapewniają, że mając ten program na swojej komórce, życie stanie się prostsze. Wystarczy bowiem nakierować kamerkę na równanie, by od razu dostać na wyświetlaczu rozwiązanie. To jednak nie wszystko. Działanie aplikacji nie kończy się na obliczeniu samego wyniku - wystarczy jedno kliknięcie, by wyświetliło się rozwiązanie krok po kroku!


Brzmi ciekawie, prawda?
Niestety, program nie rozpoznaje pisma ręcznego. Nie jest to problem, gdy rozwiązujemy zadania z podręcznika, bądź wydrukowanej kartki. Co jednak w chwili, gdy mamy odręcznie napisane równanie? Cóż, nie zadziała.
Twórcy dołączyli również pewną ważną informację: "PhotoMath does not use magical powers, so please do not expect it will solve every equation." // PhotoMath nie używa magicznych mocy, więc proszę się nie spodziewać, że rozwiąże każde równanie.
Stąd wynika, że studenci raczej nie mają co liczyć na przydatność tej aplikacji ;) Jak na razie, dzięki niej możemy policzyć proste równania liniowe, działania na ułamkach, potęgi i pierwiastki, mnożenie, dzielenie, dodawanie oraz odejmowanie. Możliwe, że z czasem zakres ten zostanie poszerzony.

Po tym jakże krótkim i treściwym wstępie, zapraszamy do zapoznania się z poniższym filmikiem. Jest na nim przedstawione działanie PhotoMath.



Jak Wam się podoba? :)
Jak na razie aplikacja jest dostępna na systemy iOS oraz Windows Phone. Na początku 2015 roku możemy się jednak spodziewać jej również na Androida. 
Oficjalna strona PhotoMath znajduje się -> tutaj <- 
Można z niej ściągnąć tę aplikację.
Jest ona w języku angielskim, a co najważniejsze - jest darmowa.

No dobrze, przybliżyliśmy Wam mniej więcej działanie aplikacji, więc możemy teraz spokojnie zabrać się za wyrażanie własnej opinii. Programu jeszcze nie było nam dane przetestować, więc strony technicznej ruszać nie będziemy. Zajmiemy się bardziej częścią praktyczną. Co to dla nas oznacza? Nowa era rozwiązywania zadań aplikacją? Usunięcie ze szkół lekcji matematyki? 
W sumie, skoro wystarczy jedno kliknięcie, by znać wynik, to po co się uczyć? Po co nam wiedza? Z pozoru wydawać by się mogło, że rzeczywiście nie ma sensu już uczęszczać na lekcje. Z pozoru...

Matematyka w szkole ma bardzo ważne zadanie. Nie chodzi tu tylko o sposoby rozwiązywania zadań, które moglibyśmy prześledzić za pomocą tej aplikacji. Ważniejszą jej funkcją jest bowiem nauczenie logicznego myślenia, kombinowania, nie poddawania się. Z lekcji możemy wynieść spostrzeżenie, że każdy problem da się rozwiązać! PhotoMath nie powie nam tego. Musimy to wywnioskować sami z własnych doświadczeń. 
Co z tego, że sprytny uczeń ściągnie aplikację, dostanie gotowy wynik do każdego zadania, spisze bez zrozumienia i dostanie 5 na sprawdzianie? Oceny to nie wszystko. Ważniejsze jest to, co zostanie w głowie. Wiedza. Umiejętności.
Nierzadko dostajemy zadanie, za które nie wiemy, jak się zabrać. Siedzimy długi czas nad zeszytem i nic. Trochę kombinacji, kilka popełnionych błędów. Próbujemy różnych sposobów by dojść do rozwiązania, aż w końcu się udaje! Jesteśmy szczęśliwi, dokonaliśmy tego! Sami! Wiemy już, jak się zabrać ze tego typu obliczenia. Kolejne równania to już pestka ;) Oczywiście, że za kilka lat zapomnimy o istnieniu tego zadania oraz o tym, jak długo się nad nim męczyliśmy. Będziemy jednak nauczeni przez wielokrotne powtarzanie takiego schematu, jak radzić sobie z problemami.  
Aplikacja ta została stworzona by pomagać uczniom! Nie chodzi tu o wyłączenie ich myślenia! Jeżeli ktoś zrobił zadanie i chce sprawdzić, czy dobrze mu wyszło, to śmiało dzięki PhotoMath może to zrobić. Jeżeli wynik się nie zgadza, to może prześledzić rozwiązanie krok po kroku, przeanalizować i dowiedzieć się, gdzie popełnił błąd. Zwykły podręcznik szkolny nam tej opcji nie daje. Owszem, często są odpowiedzi na końcu książki, jednak przy błędnym wyniku możemy się długo głowić, co zrobiliśmy nie tak i nie zawsze dojdziemy do rozwiązania. Korzystajmy więc z dobrodziejstw techniki i ułatwiajmy sobie życie! Pamiętajmy jednak, by nie przesadzić. Nie chcemy przecież, by nasz mózg obrósł w pajęczyny. Prawda?
Z resztą, od dawna mamy Internet, gdzie można znaleźć prawie wszystko. Z każdej dziedziny znajdziemy potrzebne nam informacje, jednak mimo tego uczniowie nadal uczęszczają na lekcje biologii, geografii, historii, itd. Dlaczego? Otóż dlatego, że wujek google jest tylko narzędziem w naszych rękach. Pomaga znaleźć informacje, przygotować się do lekcji, poszerzyć zdobytą wiedzę. Nigdy jednak nie zastąpi wiedzy zdobytej na zajęciach. Wiadomo, że za kilka lat prawdopodobnie zapomnimy większość przyswojonych informacji. Nie ma to jednak znaczenia. Chłonąc wiedzę ćwiczymy naszą pamięć. Dzięki temu w przyszłości będziemy w stanie zapamiętać więcej.
Mamy nadzieję, że PhotoMath również stanie się tylko przydatnym narzędziem w rękach uczniów, a nie 'odmóżdżaczem' pozwalającym na bezmyślne spisanie rozwiązania. 


Jakie jest Wasze zdanie na temat tej aplikacji? Pomoże uczniom, czy zaszkodzi? Będą potrafili korzystać z niej z głową, czy tylko spiszą zadania bez zastanowienia? Czekamy na opinie! :)

Skomentuj …

Jest wiele sposobów na miłe spędzenie wolnego czasu. W zależności od zainteresowań osoby, osobowości itp. wyróżniamy kilka typów. Nie będziemy się tu jednak zagłębiać w teorię. Jedni po prostu wolą iść na miasto i się wyszaleć w gronie znajomych, inni wezmą do ręki książkę i usiądą przy kominku w domowym zaciszu. Nie sposób wymienić wszystkich możliwości. Dziś zajmiemy się jednak nie ogółem, a konkretami. Dokładniej mówiąc, napiszemy o serialach. Istnieje ich niezliczona ilość i każdy zna kilka, choćby ze słyszenia. Tu powstaje problem. Po jaki serial sięgnąć, gdy chce się miło spędzić czas i nie marnować go na bezsensownych produkcjach - tak zwanych 'odmóżdżaczach'?
Podamy Wam dziś naszą propozycję :)
Czy słyszeliście kiedyś o serialu "Numb3rs"?
My go prześwietliliśmy i możemy z całą pewnością Wam polecić!


Tytuł:
Numb3rs

Tłumaczenie tytułu:
Wzór 

Gatunek:
Kryminał

Ocena na filmweb:
7,0/10


Oto nasza recenzja:
„Wzór” to amerykański dramat kryminalny o agencie FBI, który zwerbował swojego młodszego brata – geniusza matematycznego, by pomagał jego drużynie rozwiązywać szczególnie trudne zagadki kryminalne w Los Angeles, ich współpraca układa się coraz lepiej. 
Serial powstał z inspiracji prawdziwymi wydarzeniami, w których znajomość analizy matematycznej okazała się szczególnie przydatna w walce z najbrutalniejszą przestępczością. 
„Wzór” dowodzi, że połączenie najnowszych odkryć w dziedzinie matematyki - teorii gier - z tradycyjnymi metodami kryminalistycznymi i brawurowymi akcjami w terenie przynosi zaskakująco dobre wyniki. Pomaga zmierzyć się z najtrudniejszymi wyzwaniami i rozwikłać najbardziej skomplikowane sprawy – śledztwa federalne, dotyczące morderstw, porwań, oszustw, szpiegostwa czy szantażu i zamachów terrorystycznych.
Szef Biura FBI w Los Angeles, Don Eppes (Rob Morrow) uświadamia sobie, że jedyną osobą, której zawsze może ufać i liczyć na jego wsparcie w najtrudniejszych momentach jest jego młodszy brat – prof. Charlie Epps (David Krumholtz), który współpracuje z Federalnym Biurem Śledczym jako konsultant. To genialnie uzdolniony matematyk, którego pasją życia jest praktyczne zastosowanie wiedzy teoretycznej. Wcześniej dochodziło między nimi do nieporozumień ze względu na różnicę charakterów, ale zostali przyjaciółmi. 
Ridley Scott i Tony Scott – prywatnie bracia, a pod względem zawodowym znakomici twórcy filmowi, których nie trzeba specjalnie przedstawiać miłośnikom współczesnego kina akcji - są producentami serialu „Wzór”, kinowy rozmach tej przebojowej telewizyjnej produkcji jest więc gwarantowany. „Wzór” był nominowany do nagrody Emmy 2006 za wyczyny kaskaderskie. Ogółem powstało 6 sezonów tego telewizyjnego dramatu (118 odcinków).   
Monika G.


Komentarze i inne informacje o nim znajdziecie
-> tutaj <-
Oglądaliście? Co o nim myślicie?
Jeżeli nie widzieliście, to czy nasza recenzja zachęciła Was? :)
A może znacie jakieś inne seriale godne polecenia? 
Czekamy na Wasze komentarze! :)

Skomentuj …

Obiecywaliśmy Wam filmiki, więc z danego słowa się wywiążemy :)
Na pierwszy ogień pójdzie nagranie z przesłuchania. Sprytnie wpleciona matematyka do sytuacji, które mogą zdarzyć się na co dzień.


Kolejny filmik warto obejrzeć do samego końca - nie wyłączać na napisach końcowych ;)


Lubicie zagadki? Znaleźliśmy dla Was bajkę, w której bohaterowie próbują przejść labirynt. Komu się uda rozwiązać wszystkie łamigłówki? Wy też możecie spróbować swoich sił! Wystarczy kliknąć pauzę w odpowiednim momencie i pomyśleć nad własną odpowiedzią, zachęcamy! :)


Może chcecie się dowiedzieć jak zaimponować koleżance/koledze z klasy? W poniższym video znajdziecie odpowiedź.


Jak zauważyliście  (pod warunkiem, że dotarliście do końca filmiku), zrobiło się trochę muzycznie ;) Jeśli jednak wolicie słuchać innego gatunku, to może jedno z kolejnych nagrań przypadnie Wam do gustu? ;)






Który filmik spodobał Wam się najbardziej? :) Czekamy na Wasze komentarze! :)
Zapraszamy również do nowego działu 'lekturnik'! Znajdziecie w nim listę książek matematycznych, które serdecznie polecamy. Wszystko podzielone kategoriami, zaś pod każdą galeria z okładkami. Będzie on co jakiś czas aktualizowany, więc warto zaglądać :)
Skomentuj …

Jak to jest z matematyką? Dużo się o niej mówi, a może poza szkołą/uczelnią temat znika? Podobno większość ludzi boi się jej i unika jak ognia. Czy aby na pewno jest to prawdą? Wszak, gdy mamy chwilę przerwy na przejrzenie zawartości Internetu, to wygląda to zupełnie inaczej... Demotywatory, kwejk - to strony stworzone dla rozrywki, a nie dla celów naukowych. Nikt chyba nie śmie się z tym zdaniem nie zgodzić ;) Czy zatem ludzie wrzucaliby na nie treści dotyczące mało interesujących tematów, których unikają? Raczej nie, prawda?
No dobra, do czego zmierzamy...otóż osobiście przeszukaliśmy czeluści Internetu. Z tych poszukiwań zrodziła nam się poniższa lista. Zawiera ona 5 punktów będących dowodami na to, że ludzie lubią królową nauk!






Numer 1.

Artykuł o pewnym działaniu, które spowodowało zamieszanie na facebook'u. Jeżeli ten portal społecznościowy nie jest wam obcy, to zapewne kojarzycie tę akcję. Mówiąc dokładniej, chodziło tu o działanie 6:2(2+1)=?. Ktoś opublikował je i czekał na odpowiedzi internautów. Multum komentarzy z rozwiązaniami się posypało, wraz z nimi rozpoczęły się wojny i wyzwiska. Tekstom typu "jeśli myślisz, że taki jest wynik, to lepiej wróć do podstawówki" nie było końca. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w temacie wypowiadali się nie tylko matematycy! Skoro ludzi tak oburzały inne wyniki tego działania, to naszym zdaniem jest to najlepszy dowód na to, że matematyka jest jednak lubiana! W końcu takie spory o nią muszą o czymś świadczyć! ;)
Cały artykuł jest dostępny -> tutaj <- .
Nie jest to pierwsza taka akcja, a zjawisko to jest idealnie opisane w komentarzu z poniższego obrazka.




Numer 2.

Żarty matematyczne na kwejku. Tu chyba komentarz jest zbędny. ;)



Numer 3.

Demotywatory o królowej nauk. "Nieważne co, byleby mówili" - tekst ten jest znany praktycznie wszystkim. Tak jak wspomnieliśmy wcześniej, strona z demotywatorami została stworzona dla rozrywki. Skoro tak, to chyba zgodzicie się, że sama obecność matematyki w takim miejscu o czymś świadczy. Nieważne, że mówią o jej skomplikowaniu, ważne, że mówią! :)





Numer 4.

Komentarze. Zaciekawił nas jeden z demotywatorów. Postanowiliśmy poczytać, co mają internauci do powiedzenia na takie słowa. Mile nas zaskoczyli! ;)


Zazwyczaj się słyszy, jaka ta matematyka jest zła i straszna... Dlatego też spodziewaliśmy się raczej komentarzy potwierdzających zdanie autorki. Cóż. Nie można powiedzieć, że tego nie dostaliśmy. Diabeł jednak tkwi w szczegółach! Na obrazku widnieją dwa pytania. "Matematyka jest taka trudna? Czy to ja jestem taka głupia?". Ludzie odpowiadali twierdząco... lecz nie na to pytanie, na które myśleliśmy, że będą! To twórczyni demotywatora się dostało, a matematyka mogła się cieszyć przewagą fanów ;) Większość osób wypowiadała się bardzo przychylnie o królowej nauk. Nie wierzycie? Mamy dla Was print screena ;)


Jeżeli nadal uważacie, że oszukujemy - wybraliśmy ze wszystkich negatywnych komentarzy te kilka dobrych, to kliknijcie na obrazek omawianego demotywatora :) Przejdziecie na stronę i będziecie mieli okazję sami się przekonać, że jest dokładnie tak, jak mówimy ;)


Numer 5.

Youtube! Telewizja! Reklamy! Nawet tu pojawia się matematyka i to przedstawiona w niebanalny sposób ;) W tej notce pokażemy tylko jedną reklamę, którą jakiś czas temu można było oglądać w tv. Niestety nie znaleźliśmy polskiej wersji językowej, ale mimo tego nie powinniście mieć problemu ze zrozumieniem jej. 
Dlaczego chcemy się podzielić tylko jednym filmikiem? Jest to celowe zagranie, ponieważ znaleźliśmy tyle ciekawych rzeczy, że aż postanowiliśmy zrobić z tego osobną notkę. Podzielimy się z Wami tymi odkryciami za tydzień, a wierzcie nam - warto je obejrzeć! ;)




Skoro nawet youtube jest przepełniony królową nauk, to już musi oznaczać tylko jedno! Wbrew stwarzanym pozorom, ludzie lubią matematykę!
CND. 

Przekonaliśmy Was? Piszcie w komentarzach, czekamy na opinie ;) 
Do zobaczenia za tydzień! :)
Skomentuj …